Słów kilka wstępu w postaci pytań standardowych, czyli nudnych. To nam przybliży ziemski obraz osoby prowadzącej bloga Wulgarny Poradnik Crossfitowy, która występuje incognito.

Ćwiczysz CrosssFit?

Się skacze, się pływa.

W takim razie kiedy po raz pierwszy usłyszałeś o CrossFicie?

Mój najlepszy ziom, który w dzieciństwie nie zjadł kanapek z serem dopóki mu matka nie namazała na nich keczapem inicjałów żółwi nindża znalazł w necie coś a’la trening w 15 minut, który wyrzeźbi Cię fchuj. Mi już się na samą myśl oczy zaświeciły, ale spojrzałem na swój kałdun i zszedłem na ziemię. Niemniej jednak chciałem spróbować i od tego się zaczęło – wykroki ze sztangą na ojszczanym przez psa dywanie, rozpiętki na pożyczonej ławeczce, pompki na tricka robione na marmurowym parapecie i wszystko w formule stacji. I te właśnie ćwiczenia miały wyrzeźbić wymarzone ciało Worwelina…

Czy miałeś jakiś background „sportowca”? Uprawiałeś jakieś sporty przed CrossFitem?

Hehe, nie. A nie sory, tak. W podstawówce chciałem być piłkarzem – wyjebali mnie z drużyny, bo miałem nadciśnienie, w sumie to dobrze bo trener woził nas w swoim dostawczaku, którym na co dzień dostarczał drób, pewnie stąd jego ksywa “kurczak”. Później złapałem zajawę na deskorolkę i to była moja prawdziwa miłość – 6 lat zajebistych wspomnień – żadna dyscyplina nie daje Ci tyle wolności co deska, nawet krosfit. Później raczej klasyczek – bieganie, pływanie, przechwałki na endomondo, robienia wyrzutów sumienia kolegom z fejsa ent szit, wiadomo cośtam cośtam.

Pierwsze wrażenie po wejściu do afiliowanego boxa i pierwszych treningach? (szczególnie jeżeli wcześniej chodziłeś do klubów fitness czy na siłownie).

Kurwa, pierwszy fitness jak już wspomniałem odpierdalałem na ojszczanym przez psa dywanie, więc jakie wrażenie może zrobić na człowieku box krosfitowy po czymś takim? Byłem wydygany jak prawiczek i jednocześnie zajarany fchuj! Pierwszy box to było stare R99 na Mokotowie – milion lat świetlnych od mojego domu, ale powiedziałem se “gruby musish”. Po intro było blisko żeby mnie wywiozła karetka na OIOM – prawie umarłem, a przecież robiłem przysiady, pompki i brzuszki, wtf?! Następnego dnia wysrać się to było wyzwanie, nawet pomyślałem (żeby nie schylać się za często), kupie se pampersy i będę walił w pieluchę w robocie. Obeszło się i pieniądze poszły na miesięczny karnet.

Pamiętasz pierwszy swój benchmark? Jak się po nim czułeś?

Nie, nie pamiętam. Co to kurwa jest benchmark?

CrossFit w Polsce nabiera rozpędu. Powstaje coraz więcej boxów, coraz więcej ludzi ćwiczy CrossFit? Jak sądzisz, na jakim etapie rozwoju obecnie znajduje się Polski CrossFit?

Na krosfit w Polsce jest nieustannie mega zajawa. Ludzie przychodzą bo usłyszeli w telewizji, że to ostry wpierdol. Spodziewają się treningu, po którym będą rzygać dalej niż widzą. Tak było może kiedyś, jak majkel był murzynem. Obecnie prym wiodą autorskie programowania treningowe i ten trend jest zauważalny w całej Polsce. To świadczy o tym, że ludzie się edukują i tworzą coś swojego co przekazują dalej jako trenerzy. To jest spoko kierunek, bo ta wiedza idzie dalej bezpośrednio do ludzi, co daje nam więcej osób świadomych swojego ciała i możliwości – ale się zrobiło mondrze, jak na oksfordzie kurwa, HEHE.

Skąd pomysł na bloga?

Powiem krótko – z dupy. Miałem dość patrzenia na “pozytywnych świrów”, którzy oceniają wszystko miarą endorfin na  facebooku i napierdalają we mnie każdą aktywnością ze swojego życia, dorabiając do tego ideologię swoich sponsorów. Nie uważam, że to jest złe, po prostu w świecie krosfitu nie było zauważalnej “drugiej strony medalu”. Chciałem zostać opozycją dla tego chujowego, różowego świata gdzie “wszystko jest super”, a każdy jest “pozytywnym świrem”. Ten blog to też ludzie, którzy myślą podobnie do mnie i jednocześnie potrafią ocenić wszystko co ich dotyczy w inny, czasami krytyczny sposób, robiąc sobie z tego przy okazji heheszki fajne fchuj.

A dlaczego właśnie w takiej formie przekazu: dużo neologizmów, wulgaryzmu, dziwnych składni? Taki język gimbazy. Teksty wydają się być pisane bardzo naturalnie i swobodnie. Jesteś gimnazjalistą? Dlaczego właśnie taka forma przekazu?  Koniunkturalizm?

A dlaczego kurwa nie? W jakiej formie można tworzyć jak przez całe życie oglądasz family guy’a na zmianę z  monty python’em i masz kolegów, którym matka maluje keczupem inicjały żółwi nindża na kanapkach? Owszem, nie jest to wysublimowany żarcik, ale moi koledzy z gimnazjum mówią, że boki zrywać.

A tak serio, teksty są pisane bez napinki, dokładnie tak jak to oddaje całość bloga. Tak naprawdę mógłbym pisać o czymkolwiek, ale akurat tak się stało, że ćwiczę krosfit i chuj. Czytają to ludzie, którzy czasami nie wiedzą czym jest krosfit – przychodzą bo wiedzą, że zawsze w czwartek z rana będą heheszki. Jak tak to ma wyglądać – to mi to pasuje.

P.S co do formy przekazu – sebixy mają swoją gwarę podwórkową, korposzczurów wyjebało kompletnie, jakby połknęli angielski w biznesie na 4 płytach CD-ROM, wyznawcy gry o tron określają wszystko mianem epickiego, a o polisz krosfitersach co władają biegle angielszczyzną nie wspomnę… Ludzie są świadomi tego co usłyszą i przeczytają, nie dbają o puryzm, mają to w dupie.

Popadasz w niełaskę twórczą?  Siadasz przed komputerem i nic. Jakieś remedium?

Nie, zawsze się znajdzie coś z czego można się pośmiać. Zawsze znajdzie się ktoś, kto odstaje od normy i można o tym napisać. Zawsze znajdą się zachowania, które odchodzą od miana normalnych. To jest niekończące się źródło. Staram ograniczać się tematycznie do świata CF, czasami dopierdalając po uszach niektórym krosfit atlitom, ale widzę ułomności także w sobie. Śmieję się z tego i wierzę, że ludzie nie łapią turbo napinki i nie płaczą w kącie boxa, bo uraziłem ich uczucia.

Funny fakt: to co mnie wkurwia, to jak blogerzy krosfitowi dzielą się nagminnie prywatą. Kurwa mać sorry, ale mam w dupie ich konotacje rodzinne, pytania w stylu “gdzie zjem najlepszego burgera w wwa?” czy “kto wie czy w boxie sosnowix akceptują benefit?”. Jeżeli oni to czytają – LUDZIE MAJĄ WAS W DUPIE!

Dobre blogowanie może być pokaźnym źródłem utrzymania. Patrzysz na swojego bloga w ten sposób? Czy dobry bloger, poruszający się przede wszystkim w sferze polskiego CrossFitu, będzie mógł się utrzymać ze swojego pisania? No i kwestia zasadnicza, jak to zrobić, żeby uniknąć łatki „sprzedał się z 30 srebrników”?

Owszem, blog krosfitowy w Polsce może być źródłem utrzymania jak Twój stary to szejk czekoladowy z Dubaju, a matka dokonała skoku na rezerwy złota USA. Nie istnieje coś takiego jak zarabianie pieniędzy z bloga CF w Polsce – bardzo rzadko trafiają się oferty za hajs, a najczęściej wygląda to tak, że dostajesz drobne rzeczy w barter, którymi musisz w jakiś sposób się pochwalić – wtedy są twoje.

O pisaniu zapomnij – większość ma to w dupie, że coś zareklamujesz w taki czy inny sposób, liczy się jak się ostemplujesz, logo zleceniodawcy i ludzie, którzy to zobaczą, tyle. Oczywiście wszystko na jedno kopyto, czyli “dziękuje firmie xxx za lewatywę w dniu dzisiejszym, wasze usługi są najlepsze i żadna lewatywa nie podziałała do tej pory jak wasza lewatywa” do tego super zdjęcie i kontent gotowy – rzygam tym.

Na pewno jak ktoś zepnie dupę to zrobi z tego maszynkę do robienia hajsu, ja się od tego wymiksowuje, bo nie takie było moje założenie, tyle. Działam z Happy Socks, bo dystrybucję ogarnia mój ziomek z osiedla, z którym jeździłem na desce od małego. Z Piotrkiem z Unbroken dogaduję się w 100% i dzięki temu powstają projekty takie jak “Jestem Wulgarny”. Reszta rzeczy to atrybuty na rzecz tworzenia czegoś zajebistego na przyszłość – albo wypali albo nie. Nie wygląda to tak, że siadam z długopisem w ciasnej sali i podpisuje swój cyrograf, a włoska mafia pod stołem zalewa mi buty cementem. To raczej dzielenie wspólnej zajawki z ludźmi, którzy Cię rozumieją.

Patrzysz na ilość lików? Bo reklamodawcy patrzą.

Jebać reklamodawców i spółki akcyjne z ograniczoną odpowiedzialnością. Nie wiem stary, cieszę się, że ludzi jest więcej i że to co robię znajduje tak szerokie audytorium, czy to źle? Nie celebruję tego w szczególny sposób. Jestem po prostu zajarany, że ludziom się to podoba, a jak inaczej mają to wyrazić niż kciukiem na fejsie? Mają mi wysłać kurwa gołębia? bukiet czerwonych róż? Czy może bombonierkę solidarności? Taki sobie świat wybraliśmy, teraz trzeba w tym się odnaleźć.

Narzucasz sobie filtr przekazu? Masz tak, że po napisaniu tekstu siedzisz i myślisz, przegiąłem, dodam trochę pudru?

Raczej myślę: “kurwa mogłem mu dojebać jeszcze tak i tak”, albo “no nie, w sumie to i to było lepsze porównanie”. Czasami sam nie dowierzam w to co ludzie piszą (przykład: Wasyl) / robią (przykład: Opole), dlatego wychodzę z założenia, że mój blog to najbardziej poprawne co ludzie przeczytają jak siądą do kompa i wtedy trzeba dojebać do pieca jeszcze bardziej.

…. ciąg dalszy nastąpi i spodziewaj się niespodziewanego, bo będzie grubo!

a do tego czasu lajkuj Wulgarnego fchuj na fejsie i na insta!

Gregory Wega